Minął
piąty miesiąc odkąd przy niej siedzę, a może odkąd ona siedzi przy mnie i się o
mnie troszczy. W każdym razie szmat czasu, zdążyłem zmienić swoje spojrzenie na
świat, z dnia na dzień stałem się kimś innym i chyba lepszym. A może sam po
prostu stałem się szczęśliwym pojebem? Być może to zaraźliwe. Dalej potrafię
być zimnym bydlakiem, który zawsze wie co powiedzieć i wie jak komuś dosrać.
Nie mam pojęcia jak jej się udało tego dokonać, że mnie zmieniła. Nawet znowu
zacząłem pisać, ponoć nie zgubiłem swojego talentu z tego co mówi Tamara. Może
i świat nie jest taki pojebany jak myślałem… Czasami chyba faktycznie wystarczy
po prostu uwierzyć, że coś się nie spieprzy. Jest dobrze, świat zrobił się
kolorowy, ja szczęśliwy. Nie jestem pustelnikiem, dzikim zwierzęciem, to się
zmieniło. Zawieram nowe znajomości z ludźmi, więc ta kobieta zrobiła mi takie
pranie mózgu, że stałem się szczęśliwym pojebem, ale nie mam jej tego za złe.
Jeszcze się pobierzemy. Szczęśliwe pojeby, co?
KONIEC
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz