Szlajam
się gdzieś po tym świecie, szarym świecie. Otacza mnie bezsens. Można porównać
mnie do pustelnika, wciąż idę gdzieś przed siebie. Nienawidzę ludzi, a może po
prostu nienawidzę ich szczęścia. Nie wiem, ale jestem pewien tego, że nie mam
domu, nie mam pracy, jestem dzikusem, który ma przy sobie jakiś popieprzony
dokument, który mówi jak się nazywam, jaki mam kolor oczu, gdzie kiedyś
mieszkałem, kiedy się urodziłem i są w nim zapisane imiona moich rodziców. Nie
wiem po co mi on. Nie mam imienia, nazwiska, nie mam znajomych, rodziny, jestem zwierzęciem zdanym tylko na siebie, na
swoją szarość w której przebywam. Nienawidzę Słońca, dlatego szlajam się po
nocach, przynajmniej o tej porze nie widzę tych wszystkich szczęśliwych
pojebów, którym wszystko się układa i mają nadzieję, że to wszystko już
zostanie na wieki. Debile. Nie mam
pieniędzy, to oczywiste… Mimo tego jestem bogaty we własny spryt, umiem sobie
poradzić, umiem przetrwać. Nie potrzebuje niczyjej troski i nie siedzę z głupią
tabliczką prosząc o kilka złotych na chleb. Aż tak popierdolony nie jestem,
żeby brać pieniądze od tych wszystkich szczęśliwych ludzi.
Zbliża
się poranek, pora pójść spać. Mam doskonałe miejsce na sen, na wzgórzu, mam
widok na miasto, jest piękne, szczególnie gdy panuje w nim pustka, jest takie…
Takie jak ja, bez życia, puste, szare, brudne, to takie piękne. Jestem pewien, że nikt tędy nie przejdzie, to
brudna, paskudna okolica, więc żaden szczęśliwy idiota nie powinien mi przerwać
snu.
-Halo!
Proszę pana! Wszystko w porządku? Dobrze się pan czuje?
-Nie
widzisz, że śpię? Jesteś kurwa ślepy, czy co? Zajebiście… Tylko funkcjonariusza
mi brakowało. Pan pierdolony stróż prawa.
-
Ma pan jakiś problem?
-Tak,
obudziłeś mnie przygłupie.
-Uh!
Śmierdzi jak z gorzelni. Pójdzie pan ze mną do radiowozu.
-Chyba
cie synku jaja gniotą.
Skurwysyn.
Zaczął mną szarpać, zakuł w kajdanki i wsadził mnie do jego pierdolonego
batmobilu. Pojeb. Teraz będzie mnie wiózł przez ten chaos, znowu gdzie nie
spojrzę zobaczę jak każdy goni za swoim szczęściem. Uf.. Przynajmniej jeszcze
nie zamierza ruszyć. Może coś wykombinuje i ucieknę…
-Ma
pan jakiś dokument tożsamości?
-Tsa.
Mam. W przedniej kieszeni, ale skułeś moje ręce za plecami, więc Ci go nie dam.
-Lewa
czy prawa?
-Zamierzasz
mnie macać? Świetnie! Nie dość, że mnie obudził, to jeszcze trafiłem na geja!
-Jeśli
zaraz nie zmienisz tonu, wyciągnę cie z tego siedzenia i spuszczę ci wpierdol,
żebyś nabrał odrobiny szacunku.
-W
dupę sobie wsadź ten szacunek i swoje ręce. Policjant powinien trzymać się
prawa, a z tego co powinieneś zauważyć nie stawiam oporu, więc z tym biciem
mnie ci trochę nie wyjdzie synku.
-Nie
jestem twoim synkiem.
-Dobrze.
To zacznę ci mówić pedałku. Co ty na to?
-Przegiąłeś
Wyciągnął mnie z
radiowozu, kopał jak psa, na dodatek skutego psa. Obmacał mnie, wyciągnął
dokument sprawdził moje dane. Frajer teraz zawiezie mnie na posterunek i powie,
że stawiałem opór. Pierdolony kłamca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz