czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział I

      Szlajam się gdzieś po tym świecie, szarym świecie. Otacza mnie bezsens. Można porównać mnie do pustelnika, wciąż idę gdzieś przed siebie. Nienawidzę ludzi, a może po prostu nienawidzę ich szczęścia. Nie wiem, ale jestem pewien tego, że nie mam domu, nie mam pracy, jestem dzikusem, który ma przy sobie jakiś popieprzony dokument, który mówi jak się nazywam, jaki mam kolor oczu, gdzie kiedyś mieszkałem, kiedy się urodziłem i są w nim zapisane imiona moich rodziców. Nie wiem po co mi on. Nie mam imienia, nazwiska, nie mam znajomych, rodziny,  jestem zwierzęciem zdanym tylko na siebie, na swoją szarość w której przebywam. Nienawidzę Słońca, dlatego szlajam się po nocach, przynajmniej o tej porze nie widzę tych wszystkich szczęśliwych pojebów, którym wszystko się układa i mają nadzieję, że to wszystko już zostanie na wieki. Debile.  Nie mam pieniędzy, to oczywiste… Mimo tego jestem bogaty we własny spryt, umiem sobie poradzić, umiem przetrwać. Nie potrzebuje niczyjej troski i nie siedzę z głupią tabliczką prosząc o kilka złotych na chleb. Aż tak popierdolony nie jestem, żeby brać pieniądze od tych wszystkich szczęśliwych ludzi. 
      Zbliża się poranek, pora pójść spać. Mam doskonałe miejsce na sen, na wzgórzu, mam widok na miasto, jest piękne, szczególnie gdy panuje w nim pustka, jest takie… Takie jak ja, bez życia, puste, szare, brudne, to takie piękne.  Jestem pewien, że nikt tędy nie przejdzie, to brudna, paskudna okolica, więc żaden szczęśliwy idiota nie powinien mi przerwać snu.
 -Halo! Proszę pana! Wszystko w porządku? Dobrze się pan czuje?
-Nie widzisz, że śpię? Jesteś kurwa ślepy, czy co? Zajebiście… Tylko funkcjonariusza mi brakowało. Pan pierdolony stróż prawa.
- Ma pan jakiś problem?
-Tak, obudziłeś mnie przygłupie.
-Uh! Śmierdzi jak z gorzelni. Pójdzie pan ze mną do radiowozu.
-Chyba cie synku jaja gniotą.
 Skurwysyn. Zaczął mną szarpać, zakuł w kajdanki i wsadził mnie do jego pierdolonego batmobilu. Pojeb. Teraz będzie mnie wiózł przez ten chaos, znowu gdzie nie spojrzę zobaczę jak każdy goni za swoim szczęściem. Uf.. Przynajmniej jeszcze nie zamierza ruszyć. Może coś wykombinuje i ucieknę…
 -Ma pan jakiś dokument tożsamości?
-Tsa. Mam. W przedniej kieszeni, ale skułeś moje ręce za plecami, więc Ci go nie dam.
-Lewa czy prawa?
-Zamierzasz mnie macać? Świetnie! Nie dość, że mnie obudził, to jeszcze trafiłem na geja!
-Jeśli zaraz nie zmienisz tonu, wyciągnę cie z tego siedzenia i spuszczę ci wpierdol, żebyś nabrał odrobiny szacunku.
-W dupę sobie wsadź ten szacunek i swoje ręce. Policjant powinien trzymać się prawa, a z tego co powinieneś zauważyć nie stawiam oporu, więc z tym biciem mnie ci trochę nie wyjdzie synku.
-Nie jestem twoim synkiem.
-Dobrze. To zacznę ci mówić pedałku. Co ty na to?
-Przegiąłeś
      Wyciągnął mnie z radiowozu, kopał jak psa, na dodatek skutego psa. Obmacał mnie, wyciągnął dokument sprawdził moje dane. Frajer teraz zawiezie mnie na posterunek i powie, że stawiałem opór. Pierdolony kłamca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz