czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział V

      Co tak mi świeci po twarzy? Co to za wrzask?! Jezu… Zachciało się im śmieci wyrzucać.
-Czego się tak wydzierasz? To tylko ja.
-Wystraszył mnie pan!
-Oj! Nie miałem takiego zamiaru. Miałem sobie kimnąć na chwilkę, jak widać przespałem trochę za dużo.
-Fuuuuj! Myślałam że to ze śmietnika tak śmierdzi.
-Każdy ma swój aromat paniusiu. Niektórzy śmierdzą wewnątrz, a są czyści na zewnątrz, a niektórzy śmierdzą na zewnątrz, a są czyści wewnątrz.
 Dlaczego ja z nią w ogóle rozmawiam? Dlaczego w ogóle nie czułem obrzydzenia, gdy słyszałem jej głos? Co się ze mną dzieje? Powinienem jej czymś dojebać, powinienem ją obrazić, przecież jestem zimnym człowiekiem, samotnikiem, a z nią… Rozmawiałem, tak jak ze samym sobą. Na dodatek jest ładna. Kurwa! Co jest z tobą nie tak chłopie?! Przecież nienawidzisz świata, nie wierzysz w wyjątki.
 -Może chce pan się przespać w moim domu? A przy okazji skorzystać z prysznica…
-Tak! Nie! Kurwa! Nie, a może tak. Nie! Muszę iść.
-Ale proszę pana! Chwila!
      Muszę spierdalać, muszę spierdalać, kurwa. Chyba jednak mnie pojebało! Dlaczego wybiegła za mną? O co jej mogło chodzić? Nie wiem. To było dziwne, bo czułem się tak jakbym już gdzieś ją widział, jakbym już z nią rozmawiał. Ysz. Chyba muszę wypić tą wódkę, zrobi mi się lepiej.
 Troszkę mnie chwyciło. Gorąco mi. No tak. Słońce równa się upał. Muszę sobie znaleźć miejsce, gdzie spalę trochę tej trawki. Kusi mnie i kusi.
 W sumie, to chyba wiem o co jej mogło chodzić, przecież w dawnej przeszłości wydałem książkę, przyjęła się u ludzi, dostałem za nią sporo szmalu, ale szybko go straciłem… Może mnie rozpoznała?  Przecież było o tym głośno, o mnie było głośno, ale w sumie to było dawno temu. Miałem spore branie u kobiet, ale i tak nie byłem szczęśliwy, wkurwiało mnie moje życie. Od wszystkiego chciałem trzymać się z dala, aż w końcu byłem ponad wszystkim. Nie płaciłem rachunków, podatków, zabrali mi dom, to teraz się pałętam gdzieś po tym mieście i jest mi całkiem dobrze. Nie ma takiego zgiełku wokół mnie, nikt nie chce zwracać na mnie uwagi. To bardzo dobrze. Oł! To miejsce wydaję się całkiem dobre, żeby sobie przykopcić. Ładny widok, pustkowie. Posiedzę tu sobie jakiś czas.
 He He He! No to sobie przykopciłem, He He. Zapale sobie papieroska i zaraz się stąd zwijam.
 -Dzień dobry panu!
 Zaraz! To ten głos! Ten sam, który słyszałem dzisiaj rano! Nie! To nie może być ona! A jednak.. Osz ty w pizdę!
 -Co? Pani też jest jednym z niebieskich aniołów stróżów tego miasta?
-Owszem.
-Pięknie. Znowu mnie zwiniecie? Za co tym razem?
-Cóż… To jest przedszkole.
-Że co?! Przecież tu jest totalne pustkowie! Niczego i nikogo tu nie ma!
-Ale w tym budynku są dzieci, które się pana boją i z tego powodu nie chcą opuszczać budynku. Poza tym strasznie od pana ciągnie alkoholem i trawkę też się paliło co? Proszę wstać, muszę pana przeszukać.
 Co jest do cholery?! Dlaczego wstaje?! Dlaczego nie powiedziałem jej spierdalaj ździro? Dlaczego pozwalam się dotykać? Dlaczego potrafię z nią rozmawiać normalnie? Tak ciepło, jak te wszystkie szczęśliwe pojeby tego miasta. Zaczynam się bać samego siebie.
-Co my tu mamy? Przecież tu jest z 500 gram marihuany. Dawid skuj go i wsadź do radiowozu.
 Ja pierdole. Nie. Nie. To zły sen! To zły sen! To się nie dzieje naprawdę, czemu nie stawiam oporu? Dlaczego nie czuję się na siłach, żeby uciekać? Aż tak się upaliłem? Nie no, wątpię. Znowu skuty w bat mobilu z Batmanem i Robinem. Świetnie!
 -To co? Jedziemy do bazy Tamaro?
-Nie, zawieź mnie do domu.
-Z nim?!
-Tak z nim.
-Postradałaś zmysły?
-Dawid, proszę. Znam tego człowieka.
-To zwierze? Skąd niby? Przecież od lat jest pustelnikiem, każdy glina go nienawidzi, a ty chcesz go zabrać ze sobą?!
-Tak. Kilkanaście lat temu wydał książkę. Zajebistą książkę. Czekałam na to aż wyda kolejną, ale się nie doczekałam. Raz spotkałam go dzisiaj rano, w moim śmietniku.
-W twoim śmietniku?! Hahaha!
-No tak! W moim śmietniku! I teraz pod tym przedszkolem, mam takie przeczucie wewnątrz, że muszę o niego zadbać.
-I myślisz, że człowiek który nienawidzi świata, będzie chciał zostać przy tobie, w twoim mieszkaniu?
-Tak.
-Ucieknie. Prędzej czy później.
-To go znajdę.
-Zwariowałaś.
-Po prostu mnie zawieź do domu!
-Okej, okej.
 Chwila moment. Dlaczego mnie nie prowadzą na posterunek? Gdzie jest posterunek?! Przecież to jest miejsce, gdzie dzisiaj spałem w śmietniku. Co do chuja?
 -Gdzie wy mnie prowadzicie?!
-Ćśśś… Spokojnie. Nic ci nie zrobimy, chce ci pomóc.
-Pomóc? Mi.
-Tak. Panu.
      Ja pierdole. Niezłe szambo. A ja nawet nie mam siły uciekać. Muszę przeczekać do następnego dnia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz