czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział III

     W końcu zapadła noc. Zgłodniałem. Pora pójść do jakiejś restauracji. Hm. Pizzeria wydaję się całkiem dobrym miejscem na posiłek. Ciekawe co tam dobrego dla mnie przygotowali. Zaglądnijmy sobie do tego śmietnika. Ło matko! Pół kartonu pizzy! Na dodatek sporych rozmiarów! Aż chyba uwierzę w Boga. Ha ha! Nie, jeszcze nie zwariowałem. Może znajdę coś do zapitki? Miło by było. O proszę! Cały winiacz. Słodko. Będzie prawdziwa uczta! Nie ma co! Dobry dzień!
      Tak się najadłem, że ciężko się ruszyć, ale pora wyruszyć w podróż. Miasto jest duże, a ja nie zwiedziłem jeszcze całego. Kryje się w nim mnóstwo skarbów, zawsze jakiś ładny przedmiot można znaleźć. Jak ten zegarek. Co prawda ma pękniętą szybkę, ale mniejsza o to. Ważne, że chodzi i pasuje na mój nadgarstek. TO JEST BARDZO UDANY DZIEŃ!
 -Zamknij się patafianie! Ja tu próbuje spać!
-Sam się zamknij palancie! Inni też próbują spać!
-Fiut!
 Ja pierdole. Kolejny człowieczek, który goni za szczęściem.. Potrzeba mu snu, ja go zagłuszam i wielce na marudzenie mu się zebrało. Debil. No nic. Idę dalej. Znajdę jakieś miejsce na nocleg. Padam z nóg. Cudowny dzień, ale przyniósł mi sporo zmęczenia. Ten opuszczony barak wydaję się całkiem dobrym miejscem na sen. Zajrzyjmy… ŁAŁ! Nawet jest materac, to naprawdę zajebiście udany dzień. Pora spać.
 Która to godzina? Eh 19. Jeszcze wczesna pora. Pomyślę trochę nad moim snem. Bo był za mocno pojebany. Jakim cudem byłem jednym z tych szczęśliwych pojebów? Miałem kobietę, dom, kochaliśmy się, a przecież związki powodują u mnie mdłości. Bliskość i szczęście to dla mnie koszmar! Może to był tylko zły sen, który nigdy się nie spełni? W sumie miałem za dużo kontaktu z tymi idiotami, najpierw stróż jebanego prawa, potem ta para, a na koniec ten debil co wrzeszczał przez okno. Za dużo kontaktu z ludźmi jak na jeden dzień. 
    Pora zjeść jakieś śniadanie. Gdzie by się tu udać, żeby znaleźć trochę żarcia… O! Mam pomysł! Niedaleko stąd jest kebab. Tam na pewno te szczęśliwe pojeby coś wyrzuciły. Tak jak myślałem, zawsze jakiś idiota nie dokończy jedzenia. W sumie to i dobrze, bo mam się czym najeść.

No nic. Smaczne było, ale w drogę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz