W
końcu zapadła noc. Zgłodniałem. Pora pójść do jakiejś restauracji. Hm. Pizzeria
wydaję się całkiem dobrym miejscem na posiłek. Ciekawe co tam dobrego dla mnie
przygotowali. Zaglądnijmy sobie do tego śmietnika. Ło matko! Pół kartonu pizzy!
Na dodatek sporych rozmiarów! Aż chyba uwierzę w Boga. Ha ha! Nie, jeszcze nie
zwariowałem. Może znajdę coś do zapitki? Miło by było. O proszę! Cały winiacz.
Słodko. Będzie prawdziwa uczta! Nie ma co! Dobry dzień!
Tak
się najadłem, że ciężko się ruszyć, ale pora wyruszyć w podróż. Miasto jest
duże, a ja nie zwiedziłem jeszcze całego. Kryje się w nim mnóstwo skarbów,
zawsze jakiś ładny przedmiot można znaleźć. Jak ten zegarek. Co prawda ma
pękniętą szybkę, ale mniejsza o to. Ważne, że chodzi i pasuje na mój
nadgarstek. TO JEST BARDZO UDANY DZIEŃ!
-Zamknij
się patafianie! Ja tu próbuje spać!
-Sam
się zamknij palancie! Inni też próbują spać!
-Fiut!
-Fiut!
Ja
pierdole. Kolejny człowieczek, który goni za szczęściem.. Potrzeba mu snu, ja
go zagłuszam i wielce na marudzenie mu się zebrało. Debil. No nic. Idę dalej.
Znajdę jakieś miejsce na nocleg. Padam z nóg. Cudowny dzień, ale przyniósł mi
sporo zmęczenia. Ten opuszczony barak wydaję się całkiem dobrym miejscem na
sen. Zajrzyjmy… ŁAŁ! Nawet jest materac, to naprawdę zajebiście udany dzień.
Pora spać.
Która
to godzina? Eh 19. Jeszcze wczesna pora. Pomyślę trochę nad moim snem. Bo był
za mocno pojebany. Jakim cudem byłem jednym z tych szczęśliwych pojebów? Miałem
kobietę, dom, kochaliśmy się, a przecież związki powodują u mnie mdłości.
Bliskość i szczęście to dla mnie koszmar! Może to był tylko zły sen, który
nigdy się nie spełni? W sumie miałem za dużo kontaktu z tymi idiotami, najpierw
stróż jebanego prawa, potem ta para, a na koniec ten debil co wrzeszczał przez
okno. Za dużo kontaktu z ludźmi jak na jeden dzień.
Pora zjeść jakieś
śniadanie. Gdzie by się tu udać, żeby znaleźć trochę żarcia… O! Mam pomysł!
Niedaleko stąd jest kebab. Tam na pewno te szczęśliwe pojeby coś wyrzuciły. Tak
jak myślałem, zawsze jakiś idiota nie dokończy jedzenia. W sumie to i dobrze,
bo mam się czym najeść.
No
nic. Smaczne było, ale w drogę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz