Co
tak mi świeci po twarzy? Co to za wrzask?! Jezu… Zachciało się im śmieci
wyrzucać.
-Czego się tak wydzierasz? To tylko ja.
-Wystraszył mnie pan!
-Oj!
Nie miałem takiego zamiaru. Miałem sobie kimnąć na chwilkę, jak widać
przespałem trochę za dużo.
-Fuuuuj!
Myślałam że to ze śmietnika tak śmierdzi.
-Każdy
ma swój aromat paniusiu. Niektórzy śmierdzą wewnątrz, a są czyści na zewnątrz,
a niektórzy śmierdzą na zewnątrz, a są czyści wewnątrz.
Dlaczego
ja z nią w ogóle rozmawiam? Dlaczego w ogóle nie czułem obrzydzenia, gdy
słyszałem jej głos? Co się ze mną dzieje? Powinienem jej czymś dojebać,
powinienem ją obrazić, przecież jestem zimnym człowiekiem, samotnikiem, a z
nią… Rozmawiałem, tak jak ze samym sobą. Na dodatek jest ładna. Kurwa! Co jest
z tobą nie tak chłopie?! Przecież nienawidzisz świata, nie wierzysz w wyjątki.
-Może
chce pan się przespać w moim domu? A przy okazji skorzystać z prysznica…
-Tak!
Nie! Kurwa! Nie, a może tak. Nie! Muszę iść.
-Ale
proszę pana! Chwila!
Muszę
spierdalać, muszę spierdalać, kurwa. Chyba jednak mnie pojebało! Dlaczego
wybiegła za mną? O co jej mogło chodzić? Nie wiem. To było dziwne, bo czułem
się tak jakbym już gdzieś ją widział, jakbym już z nią rozmawiał. Ysz. Chyba
muszę wypić tą wódkę, zrobi mi się lepiej.
Troszkę
mnie chwyciło. Gorąco mi. No tak. Słońce równa się upał. Muszę sobie znaleźć
miejsce, gdzie spalę trochę tej trawki. Kusi mnie i kusi.
W
sumie, to chyba wiem o co jej mogło chodzić, przecież w dawnej przeszłości
wydałem książkę, przyjęła się u ludzi, dostałem za nią sporo szmalu, ale szybko
go straciłem… Może mnie rozpoznała? Przecież
było o tym głośno, o mnie było głośno, ale w sumie to było dawno temu. Miałem
spore branie u kobiet, ale i tak nie byłem szczęśliwy, wkurwiało mnie moje
życie. Od wszystkiego chciałem trzymać się z dala, aż w końcu byłem ponad
wszystkim. Nie płaciłem rachunków, podatków, zabrali mi dom, to teraz się
pałętam gdzieś po tym mieście i jest mi całkiem dobrze. Nie ma takiego zgiełku
wokół mnie, nikt nie chce zwracać na mnie uwagi. To bardzo dobrze. Oł! To
miejsce wydaję się całkiem dobre, żeby sobie przykopcić. Ładny widok,
pustkowie. Posiedzę tu sobie jakiś czas.
He He He! No to sobie przykopciłem, He He.
Zapale sobie papieroska i zaraz się stąd zwijam.
-Dzień
dobry panu!
Zaraz!
To ten głos! Ten sam, który słyszałem dzisiaj rano! Nie! To nie może być ona! A
jednak.. Osz ty w pizdę!
-Co?
Pani też jest jednym z niebieskich aniołów stróżów tego miasta?
-Owszem.
-Pięknie.
Znowu mnie zwiniecie? Za co tym razem?
-Cóż…
To jest przedszkole.
-Że
co?! Przecież tu jest totalne pustkowie! Niczego i nikogo tu nie ma!
-Ale
w tym budynku są dzieci, które się pana boją i z tego powodu nie chcą opuszczać
budynku. Poza tym strasznie od pana ciągnie alkoholem i trawkę też się paliło
co? Proszę wstać, muszę pana przeszukać.
Co
jest do cholery?! Dlaczego wstaje?! Dlaczego nie powiedziałem jej spierdalaj
ździro? Dlaczego pozwalam się dotykać? Dlaczego potrafię z nią rozmawiać
normalnie? Tak ciepło, jak te wszystkie szczęśliwe pojeby tego miasta. Zaczynam
się bać samego siebie.
-Co
my tu mamy? Przecież tu jest z 500 gram marihuany. Dawid skuj go i wsadź do
radiowozu.
Ja
pierdole. Nie. Nie. To zły sen! To zły sen! To się nie dzieje naprawdę, czemu
nie stawiam oporu? Dlaczego nie czuję się na siłach, żeby uciekać? Aż tak się
upaliłem? Nie no, wątpię. Znowu skuty w bat mobilu z Batmanem i Robinem.
Świetnie!
-To
co? Jedziemy do bazy Tamaro?
-Nie,
zawieź mnie do domu.
-Z
nim?!
-Tak
z nim.
-Postradałaś
zmysły?
-Dawid,
proszę. Znam tego człowieka.
-To
zwierze? Skąd niby? Przecież od lat jest pustelnikiem, każdy glina go
nienawidzi, a ty chcesz go zabrać ze sobą?!
-Tak.
Kilkanaście lat temu wydał książkę. Zajebistą książkę. Czekałam na to aż wyda
kolejną, ale się nie doczekałam. Raz spotkałam go dzisiaj rano, w moim
śmietniku.
-W
twoim śmietniku?! Hahaha!
-No
tak! W moim śmietniku! I teraz pod tym przedszkolem, mam takie przeczucie wewnątrz,
że muszę o niego zadbać.
-I
myślisz, że człowiek który nienawidzi świata, będzie chciał zostać przy tobie,
w twoim mieszkaniu?
-Tak.
-Ucieknie.
Prędzej czy później.
-To
go znajdę.
-Zwariowałaś.
-Po
prostu mnie zawieź do domu!
-Okej,
okej.
Chwila
moment. Dlaczego mnie nie prowadzą na posterunek? Gdzie jest posterunek?!
Przecież to jest miejsce, gdzie dzisiaj spałem w śmietniku. Co do chuja?
-Gdzie
wy mnie prowadzicie?!
-Ćśśś…
Spokojnie. Nic ci nie zrobimy, chce ci pomóc.
-Pomóc?
Mi.
-Tak.
Panu.
Ja
pierdole. Niezłe szambo. A ja nawet nie mam siły uciekać. Muszę przeczekać do
następnego dnia.