czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział IV

     Jak miło być wolnym, samotnym. Brak jazgotu żony, nie muszę słuchać poleceń szefa, żyje swoim pięknym życiem. Niektórzy nazwą je szarym, powiedzą że kocham się z nicością, że mam w dupie cały świat. Faktycznie tak jest i mam głęboko w dupie to co o mnie myślą. Ważne co ja myślę o sobie. W końcu oni widzą tylko okładkę, ale to ja wiem jaką wartość noszę, jestem za bogaty dla tego świata. Szkoda tylko, że te barany tego nie dostrzegały. Dlatego dziś jestem pustelnikiem, którego nie obchodzi moje imię i nazwisko. Jest mi całkiem dobrze, ale nie… Nie jestem szczęśliwy, co to, to nie. Nie jestem jak ta reszta ludzi w tym mieście. Drzewowice… Nie mam pojęcia, kto tak nazwał to miasto, ale to z pewnością był kompletny idiota! 
     Śmietnik… Sprawdzę go, może znajdę coś do picia. Niestety nic nie ma. Chwila! A co to spadło? Co to za paczka? Dosyć ciężka, może ma z pół kilo. Sztachnę się. ŁO JEZU! Ale zajechało ziołem! Wezmę to sobie.
 -E joł! Ty! Przybłęda! Zostaw tą paczkę
 Oho… Chyba czas spierdalać najszybciej jak tylko umiem. Gonili za mną może z 7 przecznic. Cioty. Chyba im pompki wysiadły. Kto by pomyślał, że mam jeszcze taką kondycję? O proszę! Sklep! Chyba czas się włamać. Strasznie mnie suszy. Delikatnie włożyć w dziurkę, zupełnie tak jak kutasa w cipkę, każdy zamek to dziewica, nie można tego spierdolić… Bah! Otwarte, jestem jebanym mistrzem! Weźmy sobie coś do picia, woda, ta połówka też styknie, może jakiś prowiant? Czemu by nie, zaszalejmy! W końcu rozdają za darmo.  Czas wychodzić. O kurwa! Ktoś tam idzie! Ja pierdolę! To te cioty! Muszę się schować.
 -Mówiłem ci, że chowanie trawy pod śmietnik to zły pomysł
-Oh zamknij pysk. Skąd miałem wiedzieć, że jakiś lamus będzie grzebał w śmietniku?
-Stary! Wiesz ile hajsu poszło w pizdu przez twoją lekkomyślność?!
-Moją lekkomyślność?! Sam kurwa mogłeś wymyślić coś lepszego!
-Mogłem! Ale to Ty się uparłeś żeby to kitrać.
-Ja pierdolę… Nie wierzę, że nam uciekł. Zapierdalał jak olimpijczyk.
-No. Strasznie się ździwiłem. Jakoś odrobimy ten towar. Musimy.
 Chyba już przeszli… He He! Debile! To teraz po cichutku sobie wyjdę, ale najpierw wezmę jeszcze papierosy, zapalniczkę i poszukam jakiś lufek. Wszystko jest. Jak miło! No to wychodzę. Nic tu po mnie. Delikatnie zamykam drzwi. Idę w całkiem drugą stronę niż tamte cioty. Kurwa! Kopnąłem puszkę, co za hałas! Teraz na pewno zwróciłem na siebie uwagę.
 -Patrz, to ten skurwiel co nam zajebał towar
-To go kurwa goń, a nie stoisz jak wryty, Bóg ci się nie objawił! Ruszaj dupsko! Musimy go dopaść!
     No pięknie. Jestem w dupie. Trzeba spieprzać. Znowu. Nie mam siły. Schowam się do śmietnika. Te półgłówki nie wpadną na to, że mogłem się tam ukryć. Usłyszałem tylko tupot dwóch osób, które zwalniały swój bieg. Ucichło. No. Na całe szczęście. Lepiej się tu kimnę jakiś czas, a potem stąd pójdę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz