Siedzę
tu już pierdolony tydzień, zaczynam wariować. Faktycznie robi mi pranie mózgu.
Nie ma jej w domu i za nią tęsknie. To chore. Bo przecież ja tak nienawidzę
ludzi! Jestem skurwielem, a musze grać czułą osobę. Mam dość. Idę spać.
No
w końcu ten słodki dźwięk otwierających się drzwi od tego zadupia! Jeszcze
nigdy się tak nie cieszyłem z czyjegoś widoku. Czuje, że dzisiaj, to dzień w
którym odzyskam swoją wolność!
-Masz
ochotę gdzieś wyjść? Siedzisz tu już tydzień, pewnie dostajesz do głowy. Wyjdziemy
późnym wieczorem. Wiem jak nienawidzisz Słońca i ludzi.
-Dziękuje
Tamaro. Bardzo miło z twojej strony.
Bo
się kurwa porzygam tym aktorstwem z mojej strony. Przynajmniej w końcu
wyszedłem z tego domu. Pięknie! Ale nie ucieknę. Skuła moją i swoją dłoń
kajdankami, więc nigdzie nie ucieknę. Po prostu świetnie! Czuje się prawdziwym
zwierzęciem, które jest przypięte na smyczy. Kurwa. Marze o powrocie do domu i
o śnie. Dwa tygodnie temu miałem takie piękne życie, samotne, brudne, puste.
Teraz już nie jestem samotny, jestem czysty i coś się we mnie budzi, wciąż
odczuwam ciepło wewnątrz siebie. Nie mam pojęcia co to jest, ale to mnie
zmienia i nie cieszę się z tego powodu. Jakby jej terapia oswajała mnie do
niej.
W
końcu wróciliśmy do domu…
-I
jak? Podobało ci się?
-Tak
Tamaro. Zajebisty wieczór.
-Wyczuwam
wielki sarkazm, ale to nic.
-Idę
spać. Dobranoc.
-Nawzajem.
Cholera.
Chyba powoli przywykam do tego życia. Nie jestem już pewien czy ten mój wstręt
do świata jest prawdziwy, czy go tylko sobie wciskam. Jakby nie patrzeć, to
jest całkiem miło. To trochę dziwne, że postanowiła mi pomóc, ale chyba jestem
jej wdzięczny, bo gdy patrzę w jej oczy coś we mnie wybucha. Ciekawe uczucie.
Pierwszy raz je czuje, a patrzyłem w oczy wielu kobietom. Nawet przy stosunkach
nie czułem tego uczucia. Nie wiem jak je nazwać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz